W wieku 35 lat Robert Johansson oficjalnie kończy swoją przygodę ze skokami narciarskimi. Popularny „Wąsacz z Lillehammer” żegna się z arenami Pucharu Świata po sezonie pełnym turbulencji, który zakończył się dla niego przedwcześnie z powodu zawieszenia w związku z aferą sprzętową dotyczącą norweskiej kadry.
Z Vikersund na szczyty świata
Pierwszy raz pojawił się na międzynarodowej scenie w 2009 roku, kiedy to nie przebrnął przez kwalifikacje do zawodów w Vikersund. Jego właściwy debiut w konkursie Pucharu Świata nastąpił 29 listopada 2013 roku w fińskiej Ruce, gdzie od razu pokazał potencjał, zajmując 13. miejsce.
Prawdziwą eksplozję formy Johansson zaliczył w olimpijskim sezonie 2017/2018. Na igrzyskach w Pjongczangu zdobył dwa brązowe medale indywidualnie oraz złoto z drużyną, czym na stałe wpisał się do historii norweskich skoków.
Mistrz drużyny i lotów
Johansson był nie tylko wybitnym skoczkiem indywidualnym, ale także niezastąpionym ogniwem zespołu. Zdobył trzy medale mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym – dwa srebrne (Oberstdorf 2021) i jeden brązowy (Seefeld 2019), a także dwa złote w rywalizacji drużynowej podczas MŚ w lotach (Oberstdorf 2018, Planica 2020).
Na stałe zapisał się również w historii skoków dzięki rekordowi świata – 18 marca 2017 roku w Vikersund poszybował na 252 metry. Rekord przetrwał zaledwie kilka godzin, ale jego lot stał się symbolem lotniczych umiejętności Norwega.
Podium, styl i charakter
Robert Johansson szesnaście razy meldował się na podium zawodów Pucharu Świata. Trzykrotnie triumfował – w Vikersund (2018), Oslo (2019) i Lahti (2021). Najwyższe lokaty w klasyfikacji generalnej PŚ to piąte miejsce w sezonach 2017/2018 i 2020/2021.
Poza wynikami zapisał się w pamięci kibiców niepowtarzalnym stylem – zarówno tym w locie, jak i wizualnym. Jego charakterystyczne wąsy były jego znakiem rozpoznawczym i ikoną całej epoki w norweskich skokach.
Ostatni rozdział – zawieszenie i rozczarowanie
W ostatnim sezonie Johansson rywalizował głównie w Pucharze Kontynentalnym. Po dobrych występach i kontuzji Halvora Egnera Graneruda, został powołany na Mistrzostwa Świata w Trondheim, gdzie jako jedyny z Norwegów nie został zdyskwalifikowany i zakończył konkurs na 19. miejscu.
Niestety, kilka dni później jego nazwisko znalazło się na liście zawieszonych zawodników po analizie sprzętu norweskiej kadry przez FIS. Tym samym skoczek nie miał już okazji pożegnać się z kibicami w zawodach najwyższej rangi.
Dziedzictwo zostaje
– Robert pozostawił po sobie trwały ślad w norweskich skokach. Był fenomenalnym lotnikiem i znakomitym człowiekiem zespołu – podkreślił Jan-Erik Aalbu, dyrektor sportowy norweskiej federacji.
Johansson kończy karierę z dumą, niezapomnianymi wynikami i wielką estymą w świecie skoków. Jego osiągnięcia, rekordy i styl będą wspominane przez lata.